Sprawdź także
Inne metody nauki kontaktu i nagradzania
20/09/2022
Agnieszka Filar

Problemy ze zrozumieniem poleceń podczas szkolenia psa

Problemy ze zrozumieniem poleceń podczas szkolenia psa

Ale to nie pies ma problemy, tylko my za często nie potrafimy przekazywać sygnałów w sposób zrozumiały dla zwierzaka. Dość łatwo akceptujemy fakt, że dziecko, które poznało małe litery, nie od razu odczyta prawidłowo to samo słowo, jeśli napisane jest dużymi literami. „B” wygląda trochę inaczej niż „b”, prawda?

No to dlaczego wymagamy od psa, który już rozróżnia „siad” od „waruj” i wie, jak ma się zachować słysząc „siad zostań”, aby od razu zareagował na „waruj zostań”??? Jeśli na dodatek, zniecierpliwieni brakiem oczekiwanej reakcji, dołożymy słowa dezaprobaty wypowiedziane gniewnym tonem, to starannie obrzydzimy psu, przynajmniej na chwilę, jakąkolwiek współpracę z nami.

Pies uzależnia się od sytuacji – ćwiczenie wykonane w domu może być za trudne na spacerze czy na placu treningowym.

Inne brzmienie słowa czy inne połączenie słów to także inna sytuacja, a więc problem dla psa, podobnie jak wygląd małych i dużych liter dla dziecka. To, że nasz Reksio potrafi przynieść drewniany aport, nie znaczy, że od razu poradzi sobie z metalowym aportem czy z przedmiotem wykonanym nie tylko z innego materiału, ale też o innym kształcie i zapachu. Jeśli w szczenięctwie pozwalamy psu nosić tylko jeden rodzaj aportu, dorosły pies może mieć poważne problemy z podniesieniem innego przedmiotu, choćby wskazanego z tym samym słowem-poleceniem.

Wiele psów ma kłopoty ze spokojnym noszeniem aportu, bez podgryzania. Przyznajmy się bez bicia – ile to razy mówiliśmy „trzymaj”, kiedy pies podgryzał aport? A niby skąd zwierzątko miałoby wiedzieć, co znaczy słowo „trzymaj”? No i na własne życzenie uczymy, że „trzymaj” to znaczy „podgryzaj” …

Właśnie to nieszczęsne podgryzanie stanowi problem dla wielu psów i powód do zniecierpliwienia ich właścicieli.

Dość często dajemy psu takie zabawki – chociażby elastyczne piłeczki – które po chwyceniu zębami niejako poruszają się w pysku. Owszem, pies potrafi delikatnie przenosić i własnego żywego szczeniaka i surowe jajko – ale szczenię, noszone przez rodzica, z reguły nieruchomieje, no i każdy pies wie, że własne szczenię zdobyczą nie jest. Elastyczna i na dodatek piszcząca piłeczka jest niczym żywa zdobycz – to zachęta do podgryzania dla wielu psów. A jeśli używamy tego samego hasła przy wyrzucaniu piłeczki i drewnianego aportu, to przecież ułatwiamy utrwalenie się nawyku podgryzania wszystkiego co w pyszczku.

Nie lubię stosować przymusu w szkoleniu – choć czasem jest to konieczne, choćby wtedy, gdy pies postanowi wybiec na jezdnię – ale przy oduczaniu podgryzania aportu zdecydowanie wybieram inne niż siłowe sposoby. No i oczywiście nie nagradzam spokojnego trzymania i oddawania aportu natychmiastowym rzuceniem piłeczki!!! Bo ta piłeczka-nagroda, prawdopodobnie wiele razy już podgryzana, zepsuje całą poprzednią pracę – pies zostanie nagrodzony możliwością zachowania, które przed chwilą chcieliśmy wyeliminować, to nie ma żadnego sensu!

Mogę najpierw nauczyć tolerowania dotyku pyszczka, delikatnie podtrzymywać, spokojnym głosem wyciszać emocje, wyczekiwać chwili, gdy pies nie podgryza i wtedy trzymanie bez podgryzania skojarzyć z jakimkolwiek hasłem.

Mogę wyciszać psie emocje powodujące podgryzanie chociażby tak, jak zobaczycie na jednym z zamieszczonych tu filmików (artykuł Aport prawie na sportowo), gdy na główkach trzymanego przez moją Raszkę drewnianego aportu kładłam kawałki sera – sposoby zależą od temperamentu i zachowania psa.

Ale nawet gdy pies spokojnie trzyma podany mu aport, nie ryzykuję natychmiastowego rzutu aportowego. Najpierw pies powinien trzymać aport podany z ręki, gdy zwierzątko siedzi przede mną, potem podany bardzo nisko, niemal z ziemi, potem pies podnosi aport położony tuż przy mnie, wreszcie odłożony o krok, o pięć kroków, coraz dalej i dopiero na koniec normalnie wyrzucony z ręki. Niektóre psy potrafią przeskoczyć poszczególne etapy pracy – ale pospiech najczęściej wskazany jest tylko przy łapaniu pcheł…

Fakt, że pies uzależnia się od sytuacji, można przecież doskonale wykorzystać przy nauce nowych zadań.

Tyle że trzeba dobrze przygotować te sytuacje, aby zadanie realizowane w nowych warunkach było zrozumiałe dla psa. Burak, suka owczarka niemieckiego o bardzo oryginalnym imieniu, bez wahania sygnalizowała szczekaniem zapach wydobywający się z wody jeziora, chociaż nauczona została tego w mieszkaniu! Za zgodą trenerki Buraka podaję przepis na takie ćwiczenie. Burak opanowała już perfekcyjne pozostawanie na waruj w każdym wskazanym miejscu – tym miejscem mógł być chociażby bujany fotel lub obrotowe krzesła. W kolejnych etapach szkolenia – nadal w mieszkaniu – nauczyła się szukać określonego zapachu wydobywającego się z wody ze słoika z przedziurawioną nakrętką. Słoik umieszczany był w miejscu niedostępnym dla Buraka – obecność zapachu sygnalizowała szczekaniem.

Dopiero po opanowaniu tych ćwiczeń nastąpił wielki finał. Na podłodze na dywanie położono drewnianą paletę na kółkach. Słoiki, z których wydobywał się zapach, umieszczono na półce biblioteczki i pod dywanem. Burak zawarowała na palecie, jej właścicielka (i trenerka zarazem) przesuwała paletę po dywanie, nadnosząc i kołysząc na wszystkie strony – coraz bliżej słoików. No i Burak, trzymając się kurczowo palety, nie zeskoczyła i pięknym szczekaniem prawidłowo zasygnalizowała obecność zapachu, wskazując jednocześnie ruchem głowy miejsce, skąd się wydobywał. A potem wystarczyło paletę ułożyć w pontonie i wypłynąć z Burakiem na jezioro – szkolenie okazało się skuteczne.

Naprawdę nie wymyśliłam tego sobie – nie tylko ja obserwowałam fenomenalną owczarkę, skoncentrowaną na szukaniu zapachu mimo mocno na boki przechylanej palety i mimo naszych uwag, że to już dziesięć w skali Beauforta….

Udostępnij na:

Więcej z serii: Zofia Mrzewińska - z notatnika trenerki

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
newsletter