Sprawdź także
Nauka przez naśladownictwo
10/03/2020
Zofia Mrzewińska

Współpraca psa z przewodnikiem, więcej radości, proszę

Współpraca psa z przewodnikiem, więcej radości, proszę

Wśród wielu nagród, jakie oferujemy psom, nieocenioną wartość ma współpraca psa z przewodnikiem, ale uwaga – współpraca przepełniona radością.

Za rzadko chwalimy nasze zwierzaki.

Nic prostszego jak w dostępnym w każdej chwili notesie od rana zaznaczać krzyżykiem każde pięć pochwał, skierowanych  do psa właśnie tego dnia. Jeśli wieczorem okaże się, że krzyżyków jest dziesięć – to znaczy, że w ogóle nie chwalimy psa! A gdyby tak policzyć, ile razy pracę z psem zaczynamy od zrobienia czegoś razem, ale bez napięcia, właśnie w dobrych emocjach? Bez oczekiwania na natychmiastowy sukces?

Stado likaonów co rano beztroską zabawą poprzedzało wyruszenie na polowanie („Zabójcy bez winy” – Hugo i Jane van Lawick-Goodall). Zwierzęta okazywały sobie sympatię, zaufanie; hierarchia szła w kąt, najsłabsze zwierzę mogło – przez chwilę! – skakać zabawowo na najsilniejsze. To może i my postaramy się o dobre, wspólne z psem emocje, zanim zaczniemy szkolenie?

Właśnie w taki sposób nauka wszelkich nowych zachowań może stać się dla psa najpierw przyjemnością, a potem prawdziwą pasją.

Ostatnio udało mi się przekonać młodą, przygarniętą z azylu sunię do radosnej zabawy w aportowanie. Suczka, o bardzo delikatnej psychice i nieciekawej przeszłości, nie miała dość odwagi, by podjąć przeciąganie szarpaka. Zbyt trudne było dla niej nawet trzymanie zabawki w pyszczku blisko właścicielki, upuszczała natychmiast, demonstrując absolutne podporządkowanie. Nagradzanie jedzeniem nie przyniosłoby żadnych efektów; tym szybciej upuszczałaby zabawkę, aby otrzymać smakołyk.

Najpierw wyruszyłyśmy na spacer – poznanie terenu ćwiczeń już dodaje nieco pewności siebie. A potem suczka, trzymana przeze mnie na smyczy, grzecznie usiadła, a właścicielka, podrzucając zabawkę, pobiegła schować się za najbliższe ogromne drzewo. W zwierzątku walczyły sprzeczne emocje – chciała wykonać znane już polecenie „siad, zostań”, ale obawiała się pozostania bez wsparcia przewodnika. Gdy właścicielka zza ogromnego drzewa radośnie – to konieczny warunek! – przywołała suczkę, puściłam smycz przy pierwszym szarpnięciu. To już był dla psicy ogromny, budujący emocje sukces – i wykonała polecenie, i poradziła sobie z pozornie wstrzymującą smyczą, i każdy kolejny skok przybliżał odnalezienie właścicielki. Oczywiste, że to odnalezienie, choć wymagało przebiegnięcia w linii prostej najwyżej dwudziestu metrów, spowodowało wspólny wybuch entuzjazmu. Właśnie wtedy należało pokazać zabawkę, wyrzucić nie za daleko i biegnąc razem dać suczce szansę, aby pierwsza dopadła symbolicznej zdobyczy…

No i okazało się już po pierwszej próbie, że zabawka może być mocniej chwycona, dłużej niesiona i z radosnymi podskokami oddana przewodnikowi do rąk.

Nie wymagajmy precyzyjnego wykonywania nowego trudnego zadania od razu.

Naprawdę lepiej najpierw zbudować dobre emocje zwierzęcia. Chcę, aby pies znalazł wszystko, co naprawdę zgubię? To zaczynam od pokazania psu idącemu grzecznie przy nodze, że przedmiot, którym się przez chwilę bawię, upuszczam za sobą. I chwalę zainteresowanie, nie karcę (częsty okropny błąd!) za spontaniczne, odruchowe odwrócenie się i odejście w tym momencie od nogi.

Chcę, by pies radośnie do mnie wracał? To mu uciekam, i akceptuję właśnie w tej sytuacji radosny naskok nawet najbardziej zabłoconymi łapami; na idealny powrót z siadem na wprost czy przy nodze przyjdzie czas! Oczywiście najłatwiej porozumieć się z psem znanym od szczeniaka – znajdka, pies z drugiej czy z trzeciej ręki nie powie o swoich poprzednich doświadczeniach, o sytuacjach, które do tej pory mogły zapowiadać wszystko co najgorsze. W pierwszych miesiącach pracy z psem o nieznanej przeszłości najlepiej koncentrować się na sygnałach przekazywanych przez nas i przez psa mową ciała i na stwarzaniu sytuacji szybko przynoszących korzyść dla zwierzaka.

Nie ma nic milszego dla trenera niż widok psa wciągającego właściciela na plac ćwiczeń, psa który sam z siebie prosi o zrobienie czegoś razem. Nie ma nic gorszego dla trenera niż przewodnik, który z grymasem niechęci na twarzy wygłasza do psa tyradę „nie jestem z ciebie tak całkiem zadowolony”. Jeżeli znacie sposób, aby przekonać takiego przewodnika, że każde, absolutnie każde porozumienie ze zwierzęciem może i powinno być źródłem niekłamanej radości, podajcie mi ten sposób, proszę.

 

Udostępnij na:

Więcej z serii: Zofia Mrzewińska - z notatnika trenerki

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
newsletter