Sprawdź także
Szczepienie psów – na co i kiedy szczepić
28/08/2020
Hanna Bobka

Uśmiechnij się, czyli nieoczekiwane skutki szkolenia psa

Uśmiechnij się, czyli nieoczekiwane skutki szkolenia psa

Pogoda nas nie rozpieszcza przesadnie – nie tylko ta za oknem; osłabienie wiosenne czai się za progiem, depresje pocovidowe i jakie tylko jeszcze możliwe także dają nam szkołę. No to uśmiechnij się choć na chwilę, powspominajmy nieoczekiwane skutki szkolenia psa.

Luśka (Luthien Z Barytowej Góry), genialna suka owczarka niemieckiego, wzorcowy psychicznie pies pasterski, inteligentny i wrażliwy opiekun słabszych, miała jednak pewne słabostki.

Łakomstwem grzeszyła przy każdej okazji – a i bez okazji też. Jednak, tak jak wszystkie moje psy, potrafiła delikatnie brać smakowite kąski nie tylko z rąk, ale i z ust. Pozostawiony u mnie na kilka dni czteromiesięczny owczarek Merry asystował mi wraz z Luśką przy śniadaniu. Luśka, bardzo wielka dama, siedziała spokojnie i tylko śledziła wzrokiem plasterek szynki, układany na kanapce. Merry nie został jeszcze nauczony dobrych manier – głośno i bezceremonialnie naskakując łapami dopominał się swojego udziału. W tej samej sekundzie, gdy wzięłam kanapkę do ust, Merry, usiłując doskoczyć, strącił ze stołu szklankę i spodeczek. Nie traciłam czasu na odkładanie kanapki – trzymając w ustach opadłam na kolana, unieruchomiłam szczeniaka jedną ręką, a drugą usiłowałam odsunąć ostre kawałki stłuczonego szkła.

I właśnie wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Luśka chłodnym okiem oceniła sytuację – najwyraźniej do śniadania, jej zdaniem, było już nas dosyć; z gośćmi nie należało dzielić się niczym, a już na pewno nie szynką. Najpierw więc podeszła, delikatnie wyjęła mi kanapkę z ust, pożarła bez pośpiechu, a dopiero potem, jak przystało na niezawodnego stróża, runęła ze szczekaniem do drzwi wejściowych.

Koliber (Colombo Hanako), mocno przerośnięty malinois, został przeze mnie nauczony zdejmowania skarpetek ze stóp.

To naprawdę dobre ćwiczenie, pomocne przy nauce delikatnego traktowania ciała człowieka. Nie wzięłam jednak pod uwagę nadgorliwości, typowej zresztą dla malinois. Gdy przy zapaleniu korzonków nerwowych trudno było mi się schylić, wysunęłam stopę i boleśnie jęknęłam „peta” („peta” oznaczało dla psa „zdejmij tę skarpetkę, ale już”), Koliber doskoczył natychmiast. Wprawdzie skarpetkę ściągnął delikatnie, ale nie wypuszczając z zębów przytrzymał łapą na podłodze i szarpnął z gniewem – przecież psy doskonale wiedzą, kiedy odczuwamy ból! Ktoś za mój ból musiał być odpowiedzialny – skarpetka została skutecznie skarcona; cerować nie było co…

Ten sam Koliber bywał zresztą powodem nieporozumień towarzyskich – często pytano, czemu to tak ogromne psisko nazywam Koliberkiem. Zawsze odpowiadałam: „bo ma zęby jak krokodyl” i proponowałam psu „pokaż ząbki”. Pies rozdziawiał pysk uprzejmie, bez cienia złych zamiarów, ale chętnych do bliższych oględzin jakoś już nie było.

Raszka (Bratka Frambos), suka malinois, od szczeniaka lubiła chwytać i nosić metalowe przedmioty.

Chochelka, łyżeczka, pokrywka od garnka – wszystko było cenną zdobyczą. Prawdopodobnie sympatia do metalu zrodziła się u hodowcy – uderzenia o metalową tacę do pieczenia zapowiadały dokarmianie szczeniaków z tejże tacy. To zainteresowanie postanowiłam wykorzystać przy nauce szukania metalowych przedmiotów. Po kluczach przyszła kolej na coraz mniejsze monety, zostawiane podczas spaceru na chodnikach, a przy złej pogodzie w domu – na dywanie. I w domu wszystkim psiolubnym gościom prezentowałam umiejętności Raszki. Na hasło „wytyki” psica niechętnie wychodziła do korytarza, usiłując podglądać co robię.

Wyciągałam szybko z torebki portmonetkę, z portmonetki dwie czy trzy groszówki i rozrzucałam na dywanie. Raszka, po znalezieniu i wskazaniu jednogroszówek, pławiła się w pochwałach moich i gości, a i jadalne wyrazy uznania przyjmowała z entuzjazmem. Nie doceniłam inteligencji zwierzątka – Raszka zauważyła i zapamiętała skąd biorę monety. No i pewnego dnia, przynosząc herbatę z kuchni, zastałam Raszkę warującą na dywanie, z nosem przyłożonym do jednogroszówki. Na krześle leżała otwarta torebka i nieco nadgryziona portmonetka; suczeńka sama zorganizowała sobie pracę. Oczywiście musiałam nagrodzić ją za przedsiębiorczość, chociaż nie tylko portmonetka została nadgryziona, trzymana w przegródce portmonetki karta do bankomatu także…

Ech, ta psia nadgorliwość!

Przy pierwszym sprawdzianie umiejętności wybierania własnego aportu spośród obcych, Koliber wprawdzie wybrał prawidłowo i odwracał się już do mnie, aby aport przynieść do rąk, ale jednak żal mu się zrobiło pozostawionych – zdecydowanie ujął w pysk drugi aport, a trzeci popychał nosem – nawet w jego krokodylim pysku trzy aporty nie mogły się zmieścić! Zdarzyło to się niemal trzydzieści lat temu, ale gdy przed tygodniem młodziutki Haker, zaprzyjaźniony, pełen radości życia golden, próbował jednocześnie zaaportować trzy zabawki, wróciły dobre wspomnienia.

Napiszcie, czym was najbardziej rozczulił i rozbawił wasz pies – uśmiechniemy się razem, mimo bodaj najgorszej pogody.

Udostępnij na:

Więcej z serii: Zofia Mrzewińska - z notatnika trenerki

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
newsletter