Sprawdź także
Opieka nad psem dojrzałym
03/07/2020
Hanna Bobka

Nagradzanie psa jedzeniem. Smakołyki. Jakie, za co, i po co

Nagradzanie psa jedzeniem. Smakołyki. Jakie, za co, i po co

W każdym sklepie zoologicznym można do woli przebierać w najprzeróżniejszych gotowych przysmakach dla naszych psów. Saszetki pełne smakołyków stały się tak nieodłącznym elementem szkolenia, że chyba warto poświęcić im trochę uwagi.

Okazjonalne nagradzanie psa jedzeniem jest jak najbardziej celowe, ale nie kupujmy najprzeróżniejszych kolorowych sklepowych ”ciasteczek” przesyconych chemią i nie podawajmy jako nagrody granulek karmy!

Nie chodzi tylko o walory zdrowotne – suche granulki i miniaturowe ciasteczka zbyt często wysypują się z dłoni, pies, zamiast koncentrować się na dalszej pracy, szuka jedzenia w trawie. Zdecydowanie lepiej przygotować choćby grzanki ze słodkiej bułki, kawałeczki gotowanego mięsa lub supersmakol, czyli domowe ciasteczka wątrobiane (przepis można znaleźć w internecie) – takie na jeden niewielki symboliczny kęs, wyjmowane pojedynczo z saszetki!.

Nagradzamy nie każde ćwiczenie – za łatwo uwarunkować psa na zapach smakołyków; na własne życzenie będziemy mieli zwierzątko pracujące tylko wtedy, gdy jedzenie podsuwane jest pod nos. Podobnie nawet zbyt częste podawanie smakołyków nie sprzyja koncentracji na stawianych psu zadaniach. Badania przeprowadzone na ludzkich dzieciach wykazały, że nagradzanie słodyczami każdego dziecięcego rysunku osłabia zainteresowanie rysowaniem – ważny jest tylko cukierek. Częste „jadalne” nagrody i naprowadzanie jedzeniem sprawdzą się natomiast w początkach pracy ze szczeniakiem lub z psem, którego dopiero przyzwyczajamy do siebie. W miarę dorastania zwierzaka, postępów w szkoleniu czy nawiązania lepszego porozumienia nagrody rzeczowe powinny być okazjonalnym potwierdzeniem zawsze obowiązkowej pochwały. Potwierdzeniem pochwały – bo jeśli najpierw dajemy smakołyk, a potem chwalimy psa, to tak naprawdę chwalimy psa za to, że zjadł, a nie za to, co zrobił wcześniej!

Jestem absolutnym wrogiem tak zwanego „palenia miski”, czyli wydawania całodziennej porcji jedzenia po jednej granulce tylko w czasie długiego treningu. Pies nie kura, organizm ma przystosowany do trawienia jednorazowo większych ilości pokarmu, nie jest zbieraczem ziaren! Zbyt częste nagradzanie może także doprowadzić do koncentracji psiej uwagi nie na ćwiczeniu, ale na ruchu ręki sięgającej do kieszeni czy saszetki. Dlatego podczas zaawansowanego treningu lepiej odkładać saszetkę ze smakołykami i tylko co jakiś czas razem z psem podchodzić po nagrodę.

Nagradzanie psa jedzeniem, a tym bardziej odwracanie uwagi jedzeniem na pewno nie jest celowe przy wybuchu silnych psich emocji.

Już Rusłan („Wierny Rusłan” – straszliwa książka o zniewolonych psach i ludziach) tylko z uprzejmości przyjmował kawałek suchara za doścignięcie uciekającego więźnia. Wystarczającą nagrodą dla psa – strażnika w łagrach – był pościg i szarpanie ofiary zębami, podobnie zresztą jak pościg i zdobycie rękawa jest wystarczającą podnietą dla psa szkolonego do obrony sportowej. Właśnie dlatego nie pomogą smakołyki wtykane do pyszczka wtedy, gdy pies z pasją ujada na inne psy spotykane na spacerze. Najpierw trzeba nauczyć i nagradzać zachowania wykluczające szczekanie – nagradzać oczywiście tylko wtedy, jeśli pies nie rozpocznie awantury.

Nagradzamy za coś, czy po coś?

Zdecydowanie lepiej, aby jadalna nagroda okazjonalnie wzmacniała wartość pochwały. Nie daję kawałka parówki za to, że mój pies usiadł słysząc odpowiednie hasło, ale po to, by wzmocnić pochwałę i nasze wzajemne relacje, uprzyjemnić bycie razem. Okazjonalne zaproszenie na kawę ma przecież i dla nas inną wartość niż taka sama kawa, wypijana codziennie na śniadanie.

No i wreszcie – tak zwana samokontrola.

Czyli pies ma siedzieć nad pełną miską i czekać na zaproszenie do jedzenia. Podobnie pies ma czekać na hasło pozwalające wyszukiwać i zjadać rozrzucone przed chwilą granulki karmy. To dość łatwe i efektowne, ale mało praktyczne ćwiczenie; najczęściej nie przekłada się na ignorowanie resztek jedzenia, przypadkowo znalezionych przez psa. Nas też wyszkolono społecznie na tyle, aby oddać komuś dwudziestozłotówkę upuszczoną w sklepie – zwłaszcza gdy wokół jest wielu widzów. Taki sam banknot znaleziony w pustym parku bez chwili wahania włożymy do własnej kieszeni. Prawdziwą psią samokontrolą byłoby ominięcie lub nawet warczenie na znalezioną kość – wtedy, gdy pies biega swobodnie, bez smyczy, w dystansie od właściciela. Czy można tak psa wyszkolić? Oczywiście, ale jeśli pies zgubi się i będzie naprawdę bardzo głodny, to decydujące okażą się zachowania najważniejsze dla przetrwania, a nie jakakolwiek samokontrola…

Zobacz również – nagradzanie psa zabawą.

Udostępnij na:

Więcej z serii: Zofia Mrzewińska - z notatnika trenerki

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
newsletter