Sprawdź także
Jak przyzwyczaić psa do samochodu, czyli komfort wspólnej jazdy
18/10/2020
Zofia Mrzewińska

Mowa ciała w szkoleniu psów, czy to działa

Mowa ciała w szkoleniu psów, czy to działa

W jednym ze swych jak zawsze fascynujących wystąpień, profesor Maciej Trojan analizował zachowanie psa występującego w zawodach agility. Pies, odnoszący sukcesy w poprzednich startach, tym razem zupełnie pogubił się na torze. Powód okazał się zaskakujący – przed zawodami zawodniczka zmieniła fryzurę, obcięła włosy. A to nie głos, nie wskazanie kolejnej przeszkody ręką, ale ruch fali długich włosów był poprzednio dla psa tym najważniejszym, najbardziej czytelnym sygnałem.

Nie powinno nas to dziwić  – przecież mowa ciała w szkoleniu psów jest najłatwiej i najczęściej odczytywana przez psy.

Zjeżone futerko, zmiana w ustawieniu uszu, drgnięcie fafli, przygarbiona sylwetka, inny sposób poruszania się – to wszystko wilkom i psom mówi więcej niż nasze starannie artykułowane słowa. Zdecydowanie łatwiej było mi nauczyć mojego poprzedniego psa szczekania na uniesienie brwi niż przekonać obecnego, że ludzki głos ma jakiekolwiek znaczenie. Ale ten obecny niedawno trafił do mnie z azylu już jako staruszek. Wprawdzie w azylu był krótko, ale prawdopodobnie poprzedni właściciele nie uczyli zwierzaka znaczenia słów. Głos ludzki był dla tego psa całkowicie obojętny, pies nie reagował również na klaśnięcie, okrzyk ani na szczekanie innych psów.

Wydawało się, że po prostu jest głuchy – w pierwszych dniach byłam co najmniej niezadowolona, że nie zostałam o tym poinformowana przed adopcją. A potem pomyślałam, że przynajmniej nie będę musiała nieustannie kontrolować co i w jaki sposób mówię przy zwierzątku. A po czterech miesiącach okazało się, że pies doskonale słyszy i potrafi kojarzyć bardzo ciche i rzadko powtarzające się dźwięki.

Po prostu do tej pory ludzki głos był dla tego zwierzaka ustawicznym szumem, szumem pozbawionym wartości informacyjnych. My też, mieszczuchy od pokoleń, tylko po szumie liści nie poznamy, czy przechodzimy pod kasztanowcem czy pod jesionem – co najwyżej będziemy wiedzieć, że właśnie nasila się wiatr.

Nadal najtrudniej jest przekonać niejednego właściciela, że pies nie rozumie słów tak jak człowiek.

Przyznajmy sami, ile to razy imię psa wypowiadamy czułym serdecznym tonem: „dobry, kochany Azorek”, aby za chwilę skarcić zwierzaka oburzonym wrzaskiem „Azor, co ty robisz, tak nie wolno!”. No to co ma dla psa znaczyć słowo „Azor”? Przywołanie, ostrzeżenie, zapowiedź czułości czy kary?

Oczywiście pies jest wystarczająco inteligentny, aby skojarzyć dźwięk pojawiający się w tej samej sytuacji z następującą czynnością – Azor, mimo wszystkich naszych błędów, zrozumie o co nam chodzi, gdy zapowiadamy pójście na spacer, gdy wymagamy słowem przyjęcia pozycji siad czy waruj. Wprawdzie utrudniamy życie naszym zwierzakom zmieniając ton głosu, wypowiadając to samo polecenie raz ciszej, raz głośniej, inaczej rozkładając akcenty, ale i tak możemy nauczyć psa, że na słowo „piłka” ma przynieść piłkę, a nie leżący obok szarpak.

Na pewno każdy pies czuje się bezpieczniej jeśli lepiej rozumie zachowanie człowieka – przecież to człowiek ma w ręce każdą marchewkę i każdy kij! Próbuję więc uczyć mojego psa powrotu na gwizdek – bez pewnego reagowania na jakikolwiek sygnał wzywający do powrotu nie puszczę luzem bardzo samodzielnego zwierzątka. Wiele razy codziennie wprowadzam do wspólnego języka hasło „stopaj”, czyli „zatrzymaj się w miejscu”, słowo „dobrze” zawsze zapowiada coś przyjemnego. Sprawdzam, czy pies reaguje na sam dźwięk, czy na towarzyszącą sytuację, czy powrót do mnie jest reakcją na gwizdek, czy na zapach jedzenia w saszetce. Malutek – bo takie imię dostało siedmiokilogramowe stareńkie zwierzątko – także próbuje uczyć mnie. Pies na przykład sprawdza, czy aby za każde zatrzymanie się, także bez hasła „stopaj” dostanie nagrodę; czy i jak zareaguję na naskok łapkami.

W jakim stopniu osiągniemy porozumienie, to się dopiero okaże, a na razie proponuję krótki i łatwy sprawdzian dla tych psów, które już potrafią siadać i warować.

Zaczynamy – stajemy przed psem. Mówimy „siad”, potem „waruj”. Pies usiadł, a potem zawarował i został w tej pozycji? Doskonale, odchodzimy pięć kroków, odwracamy się tyłem, klękamy i mówimy „siad”. Udało się? Brawo, pies jest już uniezależniony od zmiany pozycji ciała przez przewodnika. Nie udało się? Nie szkodzi, wróćmy do zwierzaka i spokojnie, bez dodatkowych emocji powtórzmy ćwiczenie. Najpierw wydajemy polecenia klęcząc na wprost tuż przed psem, a dopiero potem z odległości, stojąc, klęcząc i wreszcie klęcząc tyłem do psa…

Dowiedz się więcej w temacie jak wychować psa.

Udostępnij na:

Więcej z serii: Zofia Mrzewińska - z notatnika trenerki

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
newsletter