Sprawdź także
Jak psy ratownicze informują o odnalezieniu człowieka
18/09/2020
Justyna Drużkowska

Pies, który niczego się nie boi

Jak wychować psa, który niczego (no, prawie niczego) nie boi się na co dzień? Pisałam niedawno o wymaganiach stawianych psu ratowniczemu; odnaleziony człowiek może być w szoku, obolały, chory, przerażony, nie kontrolujący swoich zachowań.

Pies, który niczego się nie boi

Pies-ratownik nie może reagować lękiem ani agresją na krzyk ani gwałtowny ruch.

Tymczasem niejeden nasz miejski Ciapek potrafi rozjazgotać się na widok człowieka podpierającego się laską, spanikować nawet przy raptownym otwieraniu parasola, a podczas pierwszych prób pracy węchowej odskoczyć w przerażeniu dochodząc śladem do właściciela klęczącego za drzewem.

Byłoby dobrze, gdyby już w hodowli szczeniak mógł bawić się z leżącym człowiekiem; znajoma hodowczyni goldenów siadała na specjalnie wypożyczonym wózku inwalidzkim, wołając szczeniaki do siebie; zapraszała też dzieci sąsiadów, ucząc i dzieci i szczenięta prawidłowych wzajemnych relacji. Nie wszyscy hodowcy zadbają o podobny trening jeszcze  wtedy, gdy szczeniak z pełnym zaufaniem akceptuje nowe zjawiska, ale i my, niezależnie z jakich warunków kupimy zwierzątko, możemy uczyć przede wszystkim zaufania do rąk i tolerowania rozmaitych ludzkich pomysłów. Poczynając od ćwiczeń w domu.

Starczy na dwóch stosikach książek lub na dwóch krzesłach położyć deskę do prasowania i dłońmi asekurować wniesionego na taką przeszkodę szczeniaka, pomagając w pierwszym przejściu. Każde skuteczne pokonanie jakiejkolwiek przeszkody budzi w psie dobre emocje – można usiąść na podłodze i namawiać zwierzątko do przeskoczenia naszych opartych o którykolwiek mebel nóg. Można biegać na czworakach, zachęcając do zabawy – a jak niby bawią się ze szczenięciem dorosłe psy??? Przecież nie chodzą na tylnych łapach!

Przydatny byłby też bujany fotel babuni, albo przynajmniej obracane krzesło – jedna ręka obraca krzesło czy wprawia fotel w ruch, druga asekuruje malca.

Można chodzić w poskokach, potykać się, podpierać miotłą w braku porządnej laski.

I wymyślać coraz to nowe sytuacje, stopniując starannie utrudnienia. Oczywiście szczeniak musi mieć absolutną pewność, że to jest zabawa; jakikolwiek nasz błąd byłby bardzo trudny do odpracowania.

Moja Raszka, suka malinois, miała szczenięctwo dość urozmaicone; asekurowana dłońmi chodziła nie tylko po desce do prasowania, także po klawiszach pianina, zachęcana smakołykiem do następnego kroku. (Własnego pianina wprawdzie nie mam, ale wykorzystałam w tym celu dość już rozstrojony instrument u znajomych…) Wiele razy w zabawie przewracałam się obok szczeniaka pozorując drgawki, z piskiem biegałam na czworakach owinięta w koc. Raz tylko kilkumiesięczną Raszkę zdumiał i przestraszył dziwnie zachowujący się człowiek –  ktoś przycinał żywopłot; od strony Raszki wyglądało to tak, jakby nad żywopłotem przesuwała się połówka człowieka. Ale i tego stracha szybko oswoiłyśmy smakołykami, które zawsze miałam przy sobie.

Im więcej dziwolągów pokażemy szczeniakowi, tym mniej zaskoczy dorosłego psa.

Ku zdumieniu wielu znających impulsywność owczarków belgijskich malinois, moja suka bez znużenia wytrzymywała dwie godziny zajęć edukacyjnych z dziećmi; akceptowała także poznawanie swojego ciała rękami przez dziecko niewidome. Raszki już nie ma, ale do dziś zachowałam lizak w kształcie serduszka, prezent od dziewczynki poruszającej się na wózku inwalidzkim, uczestniczącej w takim spotkaniu z moją psicą.

Popatrzcie na zajęcia z młodym owczarkiem australijskim kelpie, przygotowywanym do pracy w ratownictwie. Oczywiście przed tą próbą szczeniak bawił się ze mną i doskonale poznał już mój zapach; nie tylko ten egzamin zaliczył z wynikiem doskonałym!

 

Wideo: Justyna Drużkowska
Obraz Heinz Dieter Huhn z Pixabay

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera