Sprawdź także
Ruch to zdrowie! Czy aby zawsze?
30/05/2020
Agnieszka Czylok

Dobre psu i pięć groszy zamiast przysłowiowej muchy..

.. jednak poszukiwanie monety zaczniemy od złotówki. A jeszcze wcześniej nauczymy hasła oznaczającego tym razem nie aportowanie zguby, ale zawarowanie przy znalezionym przedmiocie.

Oczywiście można zawsze wymagać warowania przy wszelkich znaleziskach.

Jest to szczególnie wskazane dla psów ratowniczych, przeszukujących prawdopodobny teren zaginięcia człowieka. Jeśli np. znaleziona przez psa rękawiczka czy portfel należały do poszukiwanej osoby, to znaczy, że przeszukujemy właściwy teren, no i jest dodatkowa możliwość użycia psa tropiącego, który zacznie pracę od tego właśnie przedmiotu.

Raszka, podobnie jak jej poprzednicy, od szczeniaka została nauczona wypluwać do rąk wszelakie małe przedmioty, mogłaby aportować nawet zapałkę. Ale aportowanie złotówki lub pięciogroszówki z trawy czy z chodnika oznaczałoby za bliski kontakt psich zębów i pyszczka z podłożem – dlatego monety i małe metalowe przedmioty suczka zaznaczała warowaniem. Trzeba było wprowadzić rozmaite hasła – „zguba aport” oznaczało zaaportowanie przedmiotu pozostawionego na naszej drodze, „moje” – wybranie listka położonego przeze mnie wśród innych liści, a „małe” – potrzebę szukania małego metalowego przedmiotu i takie zawarowanie, aby psi nos dokładnie wskazywał znalezisko.

Czy taka różnorodność haseł utrudnia pracę psu? Sądzę, że nie.

Ponoć każdy pies może zapamiętać co najmniej dwieście poleceń – nazw czynności lub przedmiotów; pies szkolony od szczeniaka ponad tysiąc i nie stanowi to kresu pojemności psiego twardego dysku. Bylebyśmy tego dysku, rzecz jasna, nie zaśmiecali słowami brzmiącymi inaczej, ale oznaczającymi takie samo zachowanie. Jeśli pani mówi do psa „leżeć”, a pan „waruj” i oboje oczekują takiego samego zachowania, to to jest właśnie utrudnianie psu prawidłowej komunikacji z ludźmi.

Naukę warowania przy znalezionych przedmiotach zaczęłam rozrzucając na placu – tak aby pies tego nie widział – dwie rękawiczki.

Uwaga – nie zostawiałam ich na swojej trasie, odrzucałam od siebie. Potem psa na smyczy prowadziłam tak, aby wyczuł znajomy zapach i gdy już wąchał znalezisko, mówiłam doskonale znane „waruj”. Było to oczywiście miękkie, ciepłe waruj, żadne tam wrzaskliwe WARRRUJ. Szybko przyklękałam obok, przykrywałam rękawiczkę dłonią, pozorując wydobywanie spod niej smakołyka. Pochwała, smakol i już. Po kilku czy kilkunastu powtórkach kładłam nie rękawiczkę, ale monetę – najpierw tak, aby pies to widział –  i wskazywałam dopowiadając ”małe, waruj”. Małe przedmioty „gubimy” na niewielkim odgrodzonym kawałku trawnika lub na dywanie w domu – chodzi o to, by pies bardzo dokładnie przeszukiwał wyznaczone miejsce. A potem pies już nie widział pozostawiania zguby; starczyło powiedzieć „małe” przy odpinaniu smyczy.

Nie należy oczywiście rzucać złotówki w wysoką trawę – jeśli wpadnie w głęboką norę, pies zguby  raczej nie wskaże. Zawsze lepiej mieć przy sobie więcej niż jedną monetę; w razie niepowodzenia trzeba ćwiczenie przeprowadzić w łatwiejszym miejscu, tak aby szkolenie zakończyć sukcesem. A gdy za oknem mamy oberwanie chmury, rozrzucimy na dywanie kilka pięcio czy dwugroszówek i znowu pies będzie miał zajęcie.

Tego rodzaju praca węchowa doskonale służy impulsywnym, pobudliwym zwierzakom; tylko wyciszenie i precyzyjne badanie dywanu czy chodnika zakończy się sukcesem. To także dobre zajęcie dla niemłodego psa, który tak bardzo chciałby jeszcze coś robić, ale już trzeba go oszczędzać.

Popatrzcie na Raszkę.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera