Sprawdź także
Łajka jakucka – bliższe spotkanie
31/03/2021
Agnieszka Czylok

Pies zastępczy – z czym to się je?

Pies zastępczy – z czym to się je?

Ano z trzymaną na smyczy butlą po wodzie mineralnej; także ze smyczą uwiązaną na ręce lub w pasie trenera. Naprawdę trudno początkującemu kandydatowi na najlepszego przewodnika kontrolować jednocześnie swoje zwierzątko, wypowiadane słowa, gesty i ruch własnego ciała.

Na dodatek to zwierzątko lepiej reaguje na gesty niż na słowa, chociaż akurat słowa łatwiej zapamiętać nam. Błąd popełniany przez przewodnika zdecydowanie utrudnia psu prawdziwemu zrozumienie o co tu właściwie chodzi. Błędy podczas szkolenia psa zastępczego nie szkodzą prawdziwemu ani trochę. Uwiązana na smyczy duża, trzylitrowa butla po wodzie mineralnej nie zniechęci się szarpnięciem ani spóźnioną pochwałą; nad butlą nauczymy się prowadzić rękę ze smakołykiem w odpowiedni sposób, synchronizować zatrzymywanie się i ruszanie z wypowiadanym hasłem. Chwalenie butli dokładnie w porę też wejdzie w nawyk, a jeszcze zaoszczędzimy niezłą ilość smakołyków – zastępczy pies nie potrzebuje żadnej motywacji.

Nie każdy z nas od razu zapamięta, że zwrot przez lewe ramię wykonujemy tak, jakbyśmy wodzili wzrokiem po grzbiecie siedzącego przy lewej nodze psa, od pyska do ogona, obracając się przy okazji w miejscu w stronę tegoż psa, a potem jeszcze przeprowadzając zwierzątko za sobą. Przy tym ćwiczeniu w roli psa zastępczego lepiej sprawdzi się trener; nie musi być trzymany na smyczy – za rękę wystarczy. Nie tylko nie zepsujemy czworołapego ucznia nieprawidłowym wykonaniem zwrotu, ale i na nas podziała to niczym najlepszy środek niwelujący stres – szkolenie stanie się wspólną zabawą. I dopiero gdy pamięć własnego prawidłowego ruchu zostanie dobrze utrwalona, można będzie zaczynać pracę z psem prawdziwym.

Przy nauce pracy na śladzie użytkowym tylko trener będzie doskonałym psem zastępczym. Nie zatrzymamy psa prawdziwego przypadkowym szarpnięciem nie w porę, najpierw nauczymy się prawidłowej pracy z linką uwiązaną w pasie trenera, podążającego – niekoniecznie na czworakach – po linii umownego śladu. Gdy podczas takich pierwszych ćwiczeń sama byłam psem zastępczym, zawsze po kilku metrach siadałam na linii śladu, nie zamierzając iść ani kroku dalej. Zadaniem przewodnika było nakłonienie mnie do dalszej pracy – i każdy już dobrze zapamiętał, że na śladzie nie pomoże przymus ani gniew, że konieczna jest odpowiednia motywacja. A jaka – to już zależy od psa.

Udostępnij na:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
newsletter