Sprawdź także
Tropienie sportowe – układanie śladu
23/05/2020
Agnieszka Filar

Nie wiadomo, w jakich warunkach przez pierwszych pięć lat żył pekińczyk Lucky, co spotykało go od ludzi. Raczej nic dobrego, skoro odebrany został z interwencji, z budy, do której był przypięty smyczą, z grożącym wyrokiem śmierci za kolejne pogryzienia, i to pogryzienia wymagające szycia.

Metamorfozy, historia pekińczyka

Tak wyglądało pierwsze spotkanie z trenerką, poproszoną o podjęcie pracy z psem; to było spotkanie naprawdę ostatniej szansy.
Całe ciało pekińczyka jest napięte, pies grozi warczeniem, wyraz oczu nie pozostawia wątpliwości, że zwierzę czuje się śmiertelnie zagrożone, gotowe atakować przy każdej próbie kontaktu. I reaguje prawdziwą, nie udawaną agresją na najmniejszy ruch człowieka.

Na pekińczyku nie da się niczego wymusić – pierwszym zadaniem jest przekonanie zwierzęcia, że ręce ludzkie mogą się poruszać, ale nie zrobią krzywdy.
Ręce, mimo asekurowania kością oferowaną psu, muszą być w rękawiczkach. I te ręce są niemal nieruchome, pies obgryzający kość warczy obserwując każdy nieznaczny ruch palca – nawet taki ruch pekińczyk odbiera jako zagrożenie.

Mijają kolejne tygodnie pracy z psem. Lucky już podchodzi utrzymując przez siebie wyznaczoną granicę kontaktu.
Krótkie, kontrolne powąchanie ciała człowieka jest dla psa czytelną informacją o naszych zamiarach – wprawdzie Lucky sprawdził, że trenerka nie pachnie agresją, ale jeszcze nie zaufał na tyle, aby podejść do najsmakowitszej miski, trzymanej w rękach. Próby podejścia kwitowane są pochwałą, zachętą; pies krąży, otrzepuje się nerwowo – to klasyczny sygnał odreagowywania stresu. Miska zostaje postawiona na ziemi, ale blisko człowieka. Lucky wtedy decyduje się podejść – okazuje na tyle zaufania, aby jeść w obecności człowieka, z miski ustawionej blisko. Trenerka, gdy pies je, oczywiście pozostaje w bezruchu – każdy ruch mógłby zerwać tę cieniutką jeszcze nić porozumienia. Pies nadal porusza się z przypiętą smyczą – przypięta, wlokąca się smycz przypomina psu, że ewentualny atak może być zatrzymany.

Lucky decyduje się jeść z miski trzymanej w rękach.
Trenerka nadal pozostaje wtedy w niemal całkowitym bezruchu, ale popatrzcie uważnie. Gdy pies zaczął jeść, porusza się palec ręki trzymającej miskę – to pierwsza próba przekonania zwierzęcia, że ruch człowieka nie oznacza żadnego zagrożenia.

Nareszcie kontakt!
Lucky podchodzi, obwąchuje palce dłoni, akceptuje delikatny dotyk, lekkie drapanie, iskanie, ale przez cały czas może się wycofać – nie jest przytrzymywany, druga ręka pozostaje nieruchomo. Dotyk jest przerywany bez czekania na jakiekolwiek sygnały stresu u psa. Pies cały czas ma wybór, nie odczuwa żadnej presji, odchodzi więc i po chwili wraca ponownie. Lucky już nie tylko akceptuje dotyk, ale sam dopomina się o to, na moment siada blisko. Po chwili obwąchuje buty – kiedyś buty człowieka zadawały mu ból – teraz, po odejściu dla odreagowaniu stresu (przyjęcie pozycji tyłem do człowieka) wraca i ponownie nawiązuje kontakt.

Minęły dwa miesiące codziennej pracy.
Lucky radośnie podbiega na zawołanie, na wszelki wypadek jeszcze raz sprawdza buty, ale już wskakuje na ciało człowieka, ogon porusza się swobodnie, bez napięcia. Pies podstawia głowę pod rękę lekko przeczesującą futerko i zaczyna tę rękę lizać. Każdy, kto kiedykolwiek pracował z pekińczykiem wie, że kolejne kroki zależą od sygnałów przekazywanych przez psa. Lucky swoim zachowaniem informuje, na ile już zaufał.

Przyszedł czas na przekonanie psa, że buty i nogi człowieka nie stanowią zagrożenia.
Lucky układa się przy nogach, dając w ten sposób dowód zaufania, poznaje całe ciało. Tego rodzaju ćwiczenia są polecane także dla bardzo lękliwych psów. Lękliwy pies, przechodząc przez nogi siedzącego lub leżącego człowieka, przekonuje się, że nie musi uciekać, Lucky nie jest lękliwy – jego trzeba przekonać, że nie musi atakować poruszających się butów.

Magiczna chwila – po kolejnym miesiącu pracy pies cieszy się podchodzącą trenerką; akceptuje nie tylko przeczesywanie rękami futerka, ale i zabiegi lecznicze.
Lucky wymagał zakraplaniu oczu – chore oko na pewno nie ułatwiało nawiązywania jakiegokolwiek kontaktu. Zabiegi na siłę czy pod znieczuleniem nie wchodziły w grę – trzeba było zbudować zaufanie zwierzęcia.

Minęły trzy miesiące.
Lucky już nie tylko ufa – wreszcie odnalazł radość zabawy z opiekunem. Ale nadal nie jest to pies dla każdego, wymaga opiekuna znającego rasę; kogoś, kto nawet nie pomyśli o rozwiązywaniu jakichkolwiek problemów przemocą.

Lucky znalazł takich opiekunów – po zakończonej sukcesem rehabilitacji trafił w ręce miłośników i znawców rasy.

Z psem codziennie pracowała przez trzy miesiące Aneta Grzegorczyk

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera