Sprawdź także
Kleszcze – wielka zmora opiekunów psów
27/08/2021
Agnieszka Czylok

Cieczka na osiedlu oczami przewodnika samca… Co robić?

Cieczka na osiedlu oczami przewodnika samca… Co robić?

“Znowu cieczka w klatce obok…”, “Jakbym nie miał hodowlanej suki, to bym ją wysterylizował, bo potem pies się tylko męczy”, “Mogłaby chociaż nie chodzić z tą suczką po okolicy…” Często się to słyszy z ust osób, które mają niekastrowane samce na osiedlu. Z kolei właściciel suczki może odpowiadać: “To czemu oni tego psa nie wykastrują?”, “Moja sunia też się męczy, jak taki mi chodzi pod oknem”. I koło narzekań się kręci. Nie wiemy nigdy, dlaczego ktoś podejmuje takie, a nie inne decyzje. Czy w klatce obok mieszka reproduktor, czy suczka z przeciwwskazaniami do sterylizacji. Tym razem odrzućmy oceny a skupmy się na tym, jak możemy próbować poradzić sobie, kiedy mamy niekastrowanego psa, a w okolicy są cieczkowe suczki.

Jestem przewodniczką samca. Nie jest kastrowany, bo widnieje na liście reproduktorów Związku Kynologicznego w Polsce. Mieszkamy na osiedlu, gdzie jest sporo suczek, a co za tym idzie i sporo cieczek, bo z tego, co wiem z przeprowadzonych z sąsiadami wywiadów, wielu właścicieli nie poszło ze swoimi suniami na zabieg sterylizacji. Każdy ma swój wybór. Wiadomo, że są plusy i minusy sterylizacji, czy kastracji i trzeba podejść indywidualnie do każdego psa pod fachowym okiem weterynarza. Jednak nie o sterylizacji i kastracji ten artykuł, dlatego nie będę  teraz wymieniać plusów, minusów i rozwijać tego tematu. Może innym razem, jeśli zajdzie taka potrzeba, i taki tekst pojawi się na naszej stronie. W tym artykule zastanowimy się jednak głównie nad tym, jak ma poradzić sobie przewodnik niekastrowanego psa, gdy cieczka w okolicy już jest! Czy w ogóle jest na to jakiś sposób, by choć trochę mu ulżyć, jeśli mocniej na nią reaguje? Każdy opiekun pewnie szuka swoich sposobów… Ja podzielę się tym, co wypracowałam do tej pory z moim psem, choć początki, po tym jak osiągnął dojrzałość, nie należały do łatwych. Oj, nie…

Aktywne spacery w różnych miejscach

Kiedy widzimy, że samiec zaczyna nam się “męczyć” na osiedlowych terenach, warto zabrać go w zupełnie inny teren. Jeśli jesteśmy zmotoryzowani, możemy wyjechać na obrzeża miasta. Zabrać ze sobą smakołyki i zorganizować aktywny spacer, na którym zmęczymy psi umysł. Jeśli ktoś nie ma możliwości wyjazdu z osiedla, to warto zlokalizować “miejsce zapachu” i chodzić na spacery w przeciwnym kierunku, jak najdalej od tego miejsca (tak wiem, psi nos jest doskonały i potrafi poczuć ten zapach na wiele kilometrów, ale mimo wszystko, im dalej tym lepiej, niż “pod samym nosem”). Najlepiej udać się na obrzeża osiedla, znaleźć tam drzewa, czy pieńki i zaangażować psiaka w szukanie smakołyków w terenie, wsuwając je delikatnie w korę drzew, tak aby pies nie uszkodził drzewa lub kładąc smakołyki na pień, jeśli takowy się tam znajdzie. Można przy okazji poćwiczyć większe posłuszeństwo. Wydać psu komendę “siad” i pozwolić wziąć smakołyk z pieńka (czy innego podwyższenia, tutaj już liczy się kreatywność przewodnika w terenie – byle zawsze pamiętać o zasadach bezpieczeństwa i poszanowaniu mienia) dopiero wtedy, kiedy na nas spojrzy. Aktywny spacer to przede wszystkim daleki spacer, na którym pies ma więcej ruchu, jak i połączony z męczeniem jego umysłu.

Męczymy psi umysł – i na dworze i w domu

Skuteczne zaangażowanie psiego umysłu i węchu sprawia, że pies jest bardziej zmęczony, niż gdyby miał tylko biegać kilka razy wokół osiedla. My wprowadziliśmy swego czasu spacer strukturalny, który również bardzo się przydaje w momencie, kiedy pies jest bardziej pobudzony przez cieczkę i próbuje szukać “ukochanej”. Spacer zaczyna się już w domu. Warto już wtedy uspokoić nieco emocje samca przed wyjściem na dwór. W domu możemy pomęczyć jego umysł dzięki zabawkom interaktywnym, matom węchowym, czy wykonanym nawet samemu zabawkom z kartonu i rolek po papierze toaletowym do szukania suszonego mięska. Wracając jednak do spaceru…

Dobrze, żeby pies usiadł przed wyjściem i, na ile tylko się da, wyciszył swoje emocje. Wiem, że to kwestia treningu, ale nam naprawdę mocno to pomaga. Samo wyjście w tym okresie dla samca jest ogromną “nagrodą”. Jeśli mieszkacie na piętrze, to pewnie wiecie, że najchętniej zleciałby ze schodów, aby już mógł wąchać trawkę, czyż nie? Tak, tak, ale my mówimy: “stop, chcesz wyjść? Musisz zejść spokojnie”. Wykorzystajmy to, że pies “ma cel”. Nauczmy go, że zawsze, nawet w takich sytuacjach, musi słuchać swojego opiekuna. Nie pozwólmy się ciągnąć na dół. Można psu kazać usiąść obok nogi np. co piętro, jeśli chce zejść niżej. Jeśli zacznie ciągnąć, musi wrócić, aż z czasem pojmie, że szybciej jest na dole, kiedy idzie spokojniej przy przewodniku. U nas ta metoda sprawdziła się bardzo, choć wymagała naprawdę mocnego treningu, czasu i dużo cierpliwości.

Po udaniu się na miejsce do spacerowania, pies ma kilka minut luzu na załatwienie swoich potrzeb, eksplorację terenu, a następnie męczymy go też nieco wspólnym treningiem.

Trening na spacerze zawsze urozmaicamy wspólną zabawą. Bawimy się sporo na dworze z psem, gdyż w domu nauczony jest on głównie odpoczywać. Mieszkanie to miejsce wyciszenia dla psa. Oczywiście, przy cieczce o te wyciszenie jest o wiele trudniej, dlatego wówczas trzeba postarać się o jeszcze więcej atrakcji na dworze. Można też pomyśleć o jakiejś super zabawce, bardzo pożądanej przez psa, którą będziemy zabierać na spacer w tym właśnie czasie! Owszem, bywają i takie dni, kiedy jest szczególnie trudno, ale tym bardziej wtedy, nie możemy zapominać o naszej konsekwencji. Przewodnikiem psa jest się na dobre i gorsze momenty. I mimo wszystko, on musi o tym wiedzieć…

Dobrze jest też odkryć takie zajęcie, które nasz pies szczególnie kocha. U nas jest to dummy albo nosework. Dummy jeździmy trenować nad wodę lub do lasu. Po takim treningu pies jest bardzo zmęczony. Podobnie podczas noseworku. Pies musi szukać zapachu, na którym ma się wtedy skupić, co może mu pomóc w zapomnieniu na jakiś czas o tym zapachu, który ma na osiedlu przez “cieczkowe dni”. I naprawdę, po dobrym treningu, pies wraca zmęczony i zasypia dość szybko w mieszkaniu, nie myśląc tak “o amorach”. A nasz pies należy do tych “bardziej kochliwych”… Jednak po zaangażowaniu się całym sobą w trening dummy, zawsze potrafi długo spać, co jest szczególnie w tym czasie dla niego ogromnym wybawieniem.

 Dni najbardziej płodne

W najbardziej płodne dni podczas cieczki, suczka staje się najmocniej atrakcyjna dla samców. Wydziela intensywnie feromony, które wabią adoratorów. Te kilka dni jest prawdziwym wyzwaniem dla opiekunów niekastrowanego samca, jeśli sunia mieszka w pobliżu. Może i  nadejdzie taki dzień, że nawet po najlepszym treningu, pies tylko chwilę pośpi, bo obudzi go “zapach zza ściany”. Jeśli mimo różnych aktywności, uruchomienia naszej kreatywności samiec nadal czuje się zestresowany, czyli w tym wypadku pobudzony cieczką, to warto pomyśleć o sięgnięciu po ziołowe suplementy, czy wyciszającą melisę, aby pomóc psu. Mojemu samcowi pomaga zapach lawendy, która koi i uspokaja. Sam sobie go “wybrał”, pokazując mi, że ten właśnie zapach go wycisza. Kupiliśmy więc ogromną donicę z lawendą na balkon oraz olejek z lawendy do stosowania w domu. Jednak przy stosowaniu olejków trzeba nauczyć się, jak to dobrze robić. Tutaj bardziej zainteresowanych odsyłam do poczytania o zoofarmakognozji stosowanej. Czasem jednak wystarcza melisa podawana z jedzeniem, aby było nieco lepiej…

Tak, wiem, trzeba dużo cierpliwości w te dni, ale warto cierpliwie szukać rozwiązań, jak można najlepiej pomóc naszemu samcowi. Każdy pies jest inny. Są i takie samce, których osiedlowe cieczki w ogóle nie wzruszają. A są i takie, które dostają prawdziwych wariacji! Ważne, aby zaobserwować i odkryć, co przynosi konkretną ulgę naszemu psu. I naprawdę warto takich sposobów spokojnie poszukać. Bo jeśli  sami tylko będziemy się emocjonalnie nakręcać, jak to “nas męczy ta cieczka u sąsiadki”, to nasze emocje będą się tylko jeszcze bardziej przekładać i na naszego psa. Najlepiej, abyśmy sami nie okazywali wtedy emocji i nerwów, bo pies to wszystko czuje. Im bardziej my nauczymy się zachowywać spokój, tym lepiej i dla naszego psa. Czasem wszyscy musimy “te kilka dni” po prostu przetrwać…

 

 

Udostępnij na:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
newsletter