Sprawdź także
Taniec z psem. You can dance… with dog!
01/09/2021
Agnieszka Czylok

Nauka aportowania, błędy popełniane w czasie szkolenia

Nauka aportowania, błędy popełniane w czasie szkolenia

Przebrnęliśmy z sukcesem przez naukę aportowania, od zabawy ze szczeniakiem aż do aportu cywilnego i sportowego. Radość aportowania – tego cywilnego przede wszystkim – możemy wykorzystać nie tylko na każdym spacerze; też przy nauce nowych umiejętności. Nauka aportowania, możliwość upolowania symbolicznej zdobyczy szybko staje się dla psa najcenniejszą nagrodą.

Ale błędy popełniane w czasie szkolenia mogą wygasić tę radość – nauka aportowania, najczęściej popełniane błędy.

Ograniczenie się w zabawie ze szczeniakiem do jednego rodzaju aportu
utrudni przynoszenie aportu o innym kształcie, bądź z innego materiału.

Szarpanie się ze szczeniakiem,
wydzieranie zdobyczy z pyszczka, karcenie za porwanie choćby buta może skutecznie obrzydzić aport na przyszłość – zdecydowanie lepiej uczyć psiego malucha co i jak może nosić.

Nadmierne wydłużanie zabawy
w aportowanie to także błąd. Psie dziecko nie może zbyt długo koncentrować się na jednej czynności. Aport ma być tym najsmaczniejszym ciasteczkiem, wisienką na torcie, a nie czymś, co już się zaczyna nudzić.

Wymaganie precyzyjnych wielokrotnych powtórzeń
tego samego ćwiczenia może być źle rozumiane przez psa. Jeśli psiak raz prawidłowo, w sportowym stylu przyniesie aport – nie wymagajmy, by robił to jeszcze i jeszcze raz. Przecież najczęściej powtarzamy ćwiczenie, jeśli pies popełni błąd! A więc kończymy pracę zawsze na pierwszym sukcesie. Ale oczywiście kończymy nie na zawsze – do udanego ćwiczenia możemy wrócić po kilku innych.

Słowa nie w porę.
Wszelkie wydawane przez nas dźwięki pies najpierw skojarzy z tym, co akurat robi. Jeśli mówię „trzymaj”, kiedy pies podgryza aport, lub „daj”, kiedy próbuję aport wyszarpać – nie nauczę prawidłowych skojarzeń. „Trzymaj” najpierw pies musi usłyszeć wtedy, gdy trzyma bez podgryzania, „daj” powinno być skojarzone z otwarciem pyszczka, nie z walką z przewodnikiem.

Gesty nie w porę.
Pies najłatwiej nasze gesty skojarzy z oczekiwaną czynnością; zapamiętanie słów jest trudniejsze. Przy zabawie w noszenie razem symbolicznej zdobyczy lub przy nagradzaniu bardzo krótkim przeciąganiem, nasze dłonie najczęściej trzymają aport od góry, nachwytem. No to ułatwmy życie sobie i psu – nie odbierajmy aportu nachwytem, tylko podchwytem. Inne ułożenie dłoni stanie się dodatkowym hasłem.

Pochwała nie w porę.
Zbyt entuzjastyczne nagrodzenie pochwałą podjęcia aportu w dystansie od przewodnika może być przez psa zrozumiane jako sygnał zakończenia pracy.

Smakołyk nie w porę.
Jeśli ustawicznie wymieniamy aport na smakołyk, łatwo nauczymy psa nie oddawania do rąk, ale wypuszczania aportu po dobiegnięciu, aby szybciej uzyskać nagrodę. A więc NAJPIERW odbieramy aport, POTEM polecamy wykonać dodatkowe dobrze opanowane ćwiczenie (cokolwiek – równie dobrze „noga” czy „waruj”) i dopiero to chwalimy, a potem okazjonalnie nagradzamy smakołykiem. Wkrótce samo „polowanie na aport” będzie ważniejsze niż smakołyki.

Nie chowajmy raptownie aportu!
Dla bardzo wielu psów schowanie aportu za plecami będzie zachętą do szukania i wyszarpywania zabawki.

Nie obrzydzajmy psu aportowania!
Zapomnijmy przy nauce aportowania o hasłach „zostaw” , „nie wolno”. Ten sam przedmiot nie może być raz radośnie przynoszony, a za chwilę zakazany. Mogę, oczywiście, położyć aport na ziemi i nie dopuścić do samowolnego chwytania – ale zamiast słowa zakazu, wskażę psu inną czynność. Pies maszerujący przy nodze dwa metry od aportu nie dosięgnie do zdobyczy; w nagrodę, po przejściu kilku metrów dalej, mogę pozwolić na przyniesienie aportu.

Nie gonimy psa trzymającego zabawkę.
To prowokacja do szybszej ucieczki. Taka zabawa jest dopuszczalna tylko z perfekcyjnie wyszkolonym psem – i tylko jako forma wyjątkowej nagrody dla psa.

Nie podnosimy zabawki wyrzuconej pod nogi.
Bo wtedy albo pies przejmuje inicjatywę, albo oduczamy podawania do rąk. Oczywiście MOŻNA okazjonalnie podnieść to co pies przyniósł, ale pod warunkiem, że zdobycz została wypuszczona na polecenie.

Wszystkie możliwe błędy  popełniamy niejako przypadkowo, niechcący. Ale jest jeszcze taka metoda, którą uważam za błędną i której odradzam z największym przekonaniem.

Nie uczę psa aportowania metodą „na dwie piłeczki”!!!

Nauka aportowania „na dwie piłeczki” polega na skłonieniu psa, aby wracał z pierwszą wyrzuconą piłeczką po drugą, demonstrowaną przez przewodnika i natychmiast wyrzucaną, gdy pies dobiegnie z pierwszą.

Przy takiej technice pies nie kończy ćwiczenia, nie siada z aportem czekając na kolejne polecenia; wypuszcza pierwszą piłkę, aby biec za drugą. A wtedy przewodnik staje się dla psa tylko mechaniczną wyrzutnią piłeczek; przestaje istnieć współpraca człowiek – pies.

Nadmierna ekscytacja kolejną uciekającą zdobyczą utrudnia koncentrację na przewodniku; pies zaczyna zachowywać się niczym człowiek, któremu nagle z nieba lecą na głowę stuzłotówki. Z całego łańcucha zachowań łowieckich (poszukiwanie-lokalizacja-pościg-chwyt-zabicie) zostaje tylko pościg i chwyt. Owszem, są takie psie sporty, w których wymaga się ustawicznego pościgu za kolejną zabawką, podobnie jak lata temu organizowano dla pewnych psich ras zawody w zabijaniu szczurów w zamkniętym ringu  – ale z nauką aportu nie ma to nic wspólnego.

Jeśli ktoś chce uczyć aportu „na dwie piłeczki”, to znaczy, że inaczej nie potrafi, i że prędzej czy później zniszczy te wszystkie możliwości, jakie nam daje motywowanie psa prawidłowo nauczonym aportowaniem.

Udostępnij na:

Więcej z serii: Zofia Mrzewińska - praca nad aportem

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
newsletter