Wystarczy jakikolwiek starannie przez media rozdmuchany przypadek pogryzienia człowieka przez psa, aby niejeden nasz bliźni patrzył ze zdecydowaną niechęcią nawet na prześlicznie rozmerdolonego cavaliera. Nie trzeba zresztą aż pogryzienia – jazgot na klatce schodowej, ustawiczne szczekanie za ścianą czy kupa pozostawiona na trawniku pewno nie budzą niczyjej sympatii.
Ale obcy, niemały i wcale nie słodko wyglądający pies może budzić sympatię, a nawet podziw. Spotykamy tak niewiele porządnie wyszkolonych psów, że nawet siadanie przed wejściem na jezdnię wydaje się czymś niebywale trudnym, co dopiero spokojny marsz na smyczy z nietypowym aportem w pysku!
Sportowy, drewniany aport, owszem, zwracał uwagę przechodniów, ale bez specjalnych wyrazów uznania. Czarny szczurek rodem z Ikei – pluszowa maskotka z przyklejonymi białymi oczkami, popielatymi łapkami i ogonem – przeważnie budził uśmiech, jednak raz zapytano mnie z oburzeniem jak mogłam pozwolić na zagryzienie kreta, a raz spowodowałyśmy okrzyk paniki – „szczur! rusza się jeszcze!!!”. No rzeczywiście moja psica poprawiła uchwyt na zabawce i ogon maskotki poruszył się nieco.
Precle czy jabłka widoczne w niesionej w psich zębach reklamówce nie budziły aż takich emocji jak koszyczek z czekoladkami w środku. I przy koszyczku nie obeszło się bez kłopotów – właścicielka pięć razy mniejszego psa wypuściła go na całą długość flexi, proponując, by sprawdził co też moja psica ma w koszyku, a jeden z mijających nas panów chciał bez pytania poczęstować się czekoladkami.
Po wielu eksperymentach z najróżniejszymi rodzajami aportów znalazłam wreszcie taki, który nie zachęcał do zawierania bezpośredniej znajomości, za to budził wręcz szacunek i podziw. To była duża portmonetka – wprawdzie pusta w środku, ale o tym wiedziałam tylko ja, jakoś nikt nie miał ochoty sprawdzać zawartości. Moja najłagodniejsza psica z portmonetką w zębach wyrosła na psi ideał – oto maszeruje nieustraszony stróż dobytku, zwierzę przydatne i niezastąpione, takiego psa warto karmić, a nawet szanować można.
I tylko dzieci bardziej cieszył koszyczek – nawet pusty.