Gęsty las, noc i śnieg – realne warunki akcji. W takich warunkach poszycie leśne zamienia się w krajobraz białych pagórków, gdzie trudno odróżnić, czy właśnie wchodzisz w dziurę, czy w lodowaty strumyk.
Śnieg okrywa wszystko wokół i znacznie utrudnia orientację w terenie — sprawia, że nowy zakręt nie różni się niczym od tego, który mijaliśmy pięć minut temu. Pola, środek nocy, mgła. Trudno ocenić, czy pies znajduje się metr od nas, czy wybiegł już gdzieś daleko. Czasami pomaga dźwięk dzwonka albo lekki błysk obroży, jednak im więcej przeszkód terenowych i im głośniejszy wiatr, tym te subtelne oznaki psiej obecności stają się mniej wyczuwalne.
To są warunki, z którymi psi i ludzcy ratownicy nieraz mierzą się nie tylko podczas treningów, ale również w trakcie realnych akcji — wtedy, gdy ludzkie życie jest naprawdę zagrożone. W takich momentach wszystko, co może ułatwić odnalezienie się w terenie albo zapewnić kontakt ze światem, jest na wagę złota.
Idealny scenariusz wygląda tak: w ciemnym lesie działa baza — wyposażona w radiostację, której pracę wspomaga maszt i antena. Ratownik wyrusza w teren nie tylko ze swoim psim partnerem, ale i z nawigatorem. Ten, uzbrojony w radiotelefon, może nawiązać kontakt z bazą i zgłosić wszelkie problemy.
A jeśli umiejętności i determinacja doprowadzą cały zespół do poszukiwanej osoby, będzie mógł wypowiedzieć najważniejsze słowa:„Zgłaszam znalezienie poszkodowanego”.
Namiary GPS i szybki kontakt pozwolą również — jeśli będzie to potrzebne — natychmiast wysłać na miejsce niezbędną pomoc. Po co jednak korzystać z tak „starej” technologii jak radio, skoro dzisiaj każdy z nas nosi w kieszeni mini-komputer?
W niektórych miejscach ta nowoczesność po prostu zawodzi. W środku lasu telefon może nam co najwyżej posłużyć do gry w wężyka — co bywa przydatne, jeśli akcja jest pozorowana, a my jako pozoranci czekamy na trenującego psa. Zdecydowanie nie pomoże jednak wtedy, gdy to nie są ćwiczenia, a w grę wchodzi realnie zagrożone życie człowieka.
Praca przewodnika psa ratowniczego to ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny. Przewodnik musi obserwować psa, przedzierać się przez wymagający teren — pełen strumieni, wzniesień i zapadlisk — dlatego nie ma czasu na walkę z zasięgiem ani na powtarzanie komunikatów zagłuszanych przez szumy.
Nowoczesna radiostacja DMR pozwala na automatyczne przesyłanie lokalizacji GPS przewodnika do bazy. Dzięki temu sztab dowodzenia widzi na mapie, jak zespół „opracowuje” dany sektor — czyli które fragmenty terenu zostały już sprawdzone, a które wciąż czekają na przeszukanie.
Jeśli pies oznaczy obecność zaginionego, przewodnik jednym przyciskiem może przerwać ciszę radiową i nadać komunikat, który zostanie usłyszany przez wszystkich jednocześnie, niezależnie od ukształtowania terenu.
W sercu Małopolski działa grupa ludzi, dla których ratowanie życia to misja realizowana w czasie wolnym od pracy. Małopolska Cywilna Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza (MCGPR) to zespół profesjonalistów-wolontariuszy, którzy wraz ze swoimi psami są w gotowości 24 godziny na dobę. Aby móc działać jeszcze skuteczniej, bezpieczniej i z pełnym poszanowaniem prywatności osób, których szukają, grupa musi wymienić swój wysłużony system łączności na nowoczesny standard cyfrowy.
Koszt zakupu zestawu profesjonalnych radiostacji cyfrowych oraz osprzętu to ponad trzydzieści tysięcy złotych — kwota nieosiągalna dla organizacji opierającej się na składkach członkowskich. MCGPR prowadzi obecnie zbiórkę funduszy na ten cel. Każda wpłacona złotówka to realne zwiększenie zasięgu ich działania i gwarancja, że gdy padnie najważniejszy komunikat akcji — „Mamy go, żyje!” — zostanie on usłyszany wyraźnie, szybko i bezpiecznie przez tych, którzy niosą pomoc.
W ratownictwie najdroższym sprzętem nie jest dron czy quad, ale ten, którego zabraknie w kluczowej sekundzie. Profesjonalna łączność radiowa to inwestycja, która zwraca się w najwyższej walucie: uratowanych ludzkich życiach.