Sprawdź także
Tropienie sportowe – regulaminy
26/04/2020
Agnieszka Filar

Ares, pies z lasu, który ratuje ludzi w Stowarzyszeniu STORAT

30/11/2020

Ares, pies który błąkał się po lesie, a obecnie wraz ze swoją przewodniczką Justyną ratuje ludzi, oto kolejna metamorfoza psiego życia, którą przedstawiamy na portalu o psach nosem.pl

Ares, pies z lasu, który ratuje ludzi w Stowarzyszeniu STORAT

Justyno, wiemy, że jesteś przewodniczką psa ratowniczego Aresa w Stowarzyszeniu Cywilnych Zespołów Ratowniczych z Psami STORAT, jednak wiemy też, że historia Twojego psa, odbiega od ogólnych wyobrażeń o psach ratowniczych. Czy możesz w skrócie opowiedzieć nam jak to się stało że w Twoim życiu pojawił się Ares?

Trudno będzie mi w skrócie opowiedzieć historię Aresa. Mam też wrażenie, że na ulicach i w schroniskach mieszka wiele psów podobnych właśnie do Aresa –  mądrych, wiernych, współpracujących – dlatego nie będzie to historia Aresa, a historia psa o imieniu Bary Roki Ares, historia kryjąca jeszcze wiele tajemnic i niewyjaśnionych kwestii.

Bary, jako szczeniak mieszkał u swojego pierwszego właściciela. Wiódł tam raczej dobre życie. Mieszkał  w otoczeniu pól i lasów.  Kilkaset metrów od jego domu był spory zbiornik wodny. Nieopodal jego domu przepływała rzeka.  Jego pan, mieszkający samotnie młody mężczyzna, poświęcał mu czas i uczył go sztuczek. Kiedy pies miał kilka miesięcy jego pan opuścił dom. Mający około czterech miesięcy Bary pozostał sam.  Błąkał się po drogach, polach i lasach. Musiał sam o siebie zadbać. Robił to tak, jak umiał najlepiej. We wsi pojawiały się pogłoski o czarnym psie, który zagryzł kurę lub królika. Bary często widywany był w okolicy zalewu i plaży.

W tym czasie nastoletni Dawid (chłopak mojej córki) prawie każdego dnia przemierzał  tę drogę i spotykał tego psa, którego przedstawił Karolinie i Wojtkowi – moim dzieciom.  Podjął też próbę odszukania jego właściciela.  W konsekwencji bezpański pies został w naszym domu, jako Ares.   Nie chcąc przedłużać tej części wywiadu powiem tylko – ten pies ujął nas wszystkich, miał w sobie coś wyjątkowego.

Podczas naszej nieobecności Ares pozostawał pod opieką moich rodziców lub brata.  Po kilku dniach od przygarnięcia Aresa, do moich rodziców, zgłosił się młody człowiek. Przedstawił się jako właściciel psa. Zabrał od nas Rokiego. Kiedy zadzwoniła moja mama i poinformowała nas o tym fakcie wraz z mężem i dziećmi jechaliśmy samochodem.  Nie ucieszyła nas ta wiadomość, przeciwnie.

Następnego dnia okazało się, że Roki trafił na ulicę. Młody człowiek nie był jego właścicielem i nie mógł zatrzymać psa. Ku naszej radości Ares do nas wrócił i tu zaczęły się problemy.

Mądry, energiczny i do tego kochany Ares okazał się być też psem samodzielnym i niezależnym.  Bardzo lubił nasze długie spacery, z których wracaliśmy osobno. Często też wybierał samotny spacer. Ogrodzenie nie stanowiło dla niego przeszkody.  Komenda  „wróć” miała dla niego inne znaczenie, przyspieszał w celu opuszczenia podwórka.  Często jechaliśmy po niego nad wodę, gdzie mokry witał nas radośnie. Wskakiwał do samochodu i wracał do domy, by za kilka dni powtórzyć wycieczkę.  Zdarzały się też samodzielne powroty. Nie uciekał na długo, zazwyczaj wracał do godziny, aż któregoś dnia, po ponad roku mieszkania z nami i podejmowanych w tym czasie próbach szkolenia,  nie wrócił.

Były to wakacje, zostałam z nim sama. Nie wiedziałam w jaki sposób poinformować dzieci i męża o zaginięciu Aresa, który pozostał pod moją opieką.  Zrozpaczona szukałam go przez kilka dni, aż znalazłam. Okazało się, że powrócił pierwszy właściciel psa, właściciel Barego.  Kiedy spotkali się w okolicy zalewu zabrał go do domu.  Po negocjacjach ustaliliśmy, że pies dłużej mieszkał u mnie i dlatego to ja powinnam być jego właścicielem.

Kupiłam Aresa!

Miałaś więc już psa, ale chyba to nie był ten moment kiedy postanowiłaś zostać przewodnikiem psa ratowniczego?

Musiały minąć kolejne miesiące. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

Pomimo tego, że w moim rodzinnym domu zawsze był jakiś pies pilnujący gospodarstwa; pomimo  tego, że moi rodzice wcześniej obdarowali moje dzieci psem, pomimo tego, że Ares został przygarnięty jako pies rodzinny  – Ares to mój pierwszy pies! Zanim zrozumiałam, że nie radzę sobie z opieką nad psem, podejmowała wiele różnych prób.

Może dlatego, że uciekał? może też dlatego, że dzieci dorosły? może dlatego, że to ja stałam się jego głównym opiekunem?  może dlatego, że wcześniejsze szkolenie nie przyniosło oczekiwanych efektów?  zdecydowałam się na szkolenia – siebie i Aresa – w Stowarzyszeniu STORAT.
Bardzo trafnie opisała to Pani Ewa Werner

To był jej pierwszy pies. To była jego pierwsza pani (przynajmniej w ludzkim rozumieniu). Żeby móc się dogadać trafili do STORATU

I tak się zaczęło.

W takim razie kiedy pojawił się pomysł na ratownictwo?

Do Stowarzyszenia STORAT trafiliśmy, kiedy Ares miał już dwa lata. Przyjęto nas  warunkowo  i to tylko dzięki predyspozycjom Aresa.   Dopiero wówczas pojawiła się taka nieśmiała myśl, że skoro fachowcy dostrzegli w Aresie cechy pozwalające na jego szkolenie w tym kierunki, to  powinniśmy się zająć ratownictwem . Rozpoczęliśmy więc naukę pod okiem szkoleniowców Stowarzyszenia STORAT. Udziału Pani Marty Gutowskiej w naszym szkoleniu nie sposób przecenić. Nieoceniona była też pomoc pozostałych członków Stowarzyszenia. W trakcie szkolenia Ares radził sobie znacznie lepiej niż ja.  Było trudno – wytrwałam dzięki wsparciu rodziny, która dostrzegała zmiany w zachowaniu Aresa.  Przestał uciekać z podwórka!

Wasza pierwsza akcja zakończyła się sukcesem w postaci odnalezionego człowieka, czy spodziewałaś się takiego obrotu spraw?

Nie. Odnaleźliśmy zaginioną wczesnym rankiem, było już widno. Widząc Ares wykonującego informację o poszukiwanym, zdenerwowałam się, gdyż moja pierwsza myśl była taka, że jest to grzybiarz – kobieta stała przy drzewie, starała się wyczyścić  but. Ochłonęłam dopiero następnego dnia i dopiero wówczas zaczęłam się cieszyć.

Patrząc na siebie dzisiaj i na siebie przed poznaniem Aresa oraz pracy w ratownictwie dostrzegasz jakieś różnice?

Tak. Oprócz psa mam w domu kota. Wcześniej byłam przeciwnikiem posiadania zwierząt, pomimo tego, że w moim otoczeniu zawsze były zwierzęta, o czym wspomniałam wcześniej, nigdy nie były to moje zwierzęta.  Dla mnie zwierzę w domu oznaczało tyle samo, co zarazki i brud. Teraz Ares i Fela (kot) są domownikami.  Bardziej poważnie – może to z racji wieku,  myślę jednak,  że  jest to właśnie zasługa Aresa i ratownictwa – nauczyłam się patrzeć na otaczającą mnie rzeczywistość z większego dystansu.

Podsumowując, po tych latach ciężkiego treningu sądzisz, że zapuściłaś swoje korzenie w ratownictwie i czy dostrzegasz rzeczy, które można ulepszyć aby praca psów ratowniczych przebiegała jeszcze skuteczniej?

Trudno jest mi udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pierwszą część pytania – nie wiem. Odnosząc się do problemów, jakie dostrzegam w zakresie ratownictwa z psami, to w pierwszej kolejności wymienię problemy prawne. Jednym z takich problemów jest brak ustawowej regulacji w zakresie działalności i dysponowania do udziału w akcjach cywilnych zespołów z psami.  Brak takiej regulacji rodzi szereg innych problemów, w tym związanych z usprawiedliwianiem przez ratowników takich zespołów nieobecności w pracy w związku z udziałem w poszukiwaniach i kwalifikowania wypadku  w czasie udziału w akcji poszukiwawczej.  W mojej ocenie ogromnym problemem, dotyczącym samego szkolenia,  jest brak wyłączenia z ogólnej zasady zakazującej puszczania psa luzem w lesie psów szkolonych do ratownictwa.

Problemy  w tym zakresie zauważył  między innymi RPO, znalazły one też odzwierciedlenie w wystąpieniach NIK. Nie doczekały się jednak stosownych regulacji w przepisach prawa. Nadmienić pragnę, że również Stowarzyszenie Cywilnych Zespołów Ratowniczych z Psami STORAT podejmuje działania w zakresie wprowadzenia stosownych regulacji prawnych dotyczących ratownictwa z psami, o czym można  przeczytać na stronie storat.pl

Dziękujemy za wywiad, życzymy dalszych sukcesów nie tylko w ratownictwie, ale także w życiu prywatnym, wiemy że Twój mąż bardzo aktywnie wspiera Cię w Twoich działaniach, czego życzymy każdemu przewodnikowi psa pracującego.

Ja również dziękuje za zaproszenie i pozdrawiam wszystkich czytelników nosem.pl.
Justyna Pawul

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera