Sprawdź także
Czy kocie bakterie pomogą w leczeniu psów?
26/10/2021
Redakcja Nosem

Cmentarz dla zwierząt, pochówek ziemny lub kremacja

Cmentarz dla zwierząt, pochówek ziemny lub kremacja

Trzydzieści lat temu, w Koniku Nowym, powstał cmentarz dla domowych zwierząt – chyba wtedy pierwszy i jedyny w Polsce. Dziś już nie musimy, omijając wszelkie zakazy, szukać ustronnych miejsc i ziemi niezbyt twardej w lesie czy w ogrodzie znajomych, aby w możliwie godny sposób pożegnać najbliższe nam zwierzę.

Wszelkiego rodzaju konieczne usługi – odbiór ciała zwierzęcia z domu, z lecznicy weterynaryjnej, pochówek ziemny lub kremacja – dostępne są w całej Polsce. Z pełnym poszanowaniem dla uczuć właściciela także.

W Europie cmentarze dla zwierząt istniały wcześniej – ćwierć wieku temu zobaczyłam działający od lat cmentarz i krematorium dla zwierząt w Holandii.

Możliwy był pochówek ziemny lub kremacja – wypożyczano też narzędzia ogrodnicze tym, którzy sami chcieli porządkować otoczenie ziemnego grobu. Jeśli ciało zwierzęcia zostało skremowane, urnę można było zabrać lub zostawić w przegrodach murowanej ściany. Czekała także ukwiecona łączka ostatnich pożegnań – miejsce rozsypywania prochów skremowanego zwierzęcia. Podobnie jak teraz na cmentarzu w Koniku, w wydzielonych kwaterach nie brakowało kosztownych płyt nagrobnych, z wyrytymi napisami, z pomnikami i fotografiami zwierząt. Najbardziej jednak – przynajmniej dla mnie – wzruszająca była kwatera bez marmurowych płyt, bez żadnych tabliczek, tylko ze smyczą i obrożą powieszoną na zeschłym konarze drzewa.

Niedaleko na zachód od Szczecina, już w Niemczech, założono leśny cmentarz – dla ludzi. Bez kwater i pomników.

Urny z prochami zmarłych zakopuje się blisko korzeni drzewa, do pnia przymocowana jest bardzo mała tabliczka z imieniem, nazwiskiem i datą. Obowiązuje cisza, także podczas ostatnich uroczystości. Jedynie ptakom wolno śpiewać, a pod drzewami nie leżą w stertach  wieńce. Chciałabym, żeby i u nas powstał  taki właśnie leśny cmentarz – i nie tylko dla ludzi.

Nie jestem poliglotką, nie wiem, czy i w jakich innych językach, oprócz polskiego, tak bezwzględnie w chwili śmierci odgraniczamy się od zwierząt. Dziś także można spotkać się z oburzeniem, gdy na pytanie – a co z twoim psem – odpowiemy – nie żyje, umarł. Jakże często usłyszymy wtedy, że tylko człowiek umiera, a każde zwierzę zdycha. A przecież, jeśli ktoś, zgorszony  słowem „umarł” i organizacją pochówku dla psa, kota czy świnki morskiej, jest człowiekiem wierzącym, to z racji wiary uznaje, że wszystko, cokolwiek żyje, wyszło z ręki jednego Stwórcy; może być inne, ale nie jest lepsze ani gorsze. Jeśli ktoś jest ateistą – tym bardziej nie powinien się oburzać.

Nasze zwierzęta któregoś dnia odejdą od nas – wszystko jedno czy za Tęczowy Most czy na Największą Łączkę, byle, na ile to możliwe, odchodziły bez cierpień, pozostając w coraz spokojniejszej pamięci. Dobrze, że trzydzieści lat temu powstał pierwszy w Polsce cmentarz dla domowych zwierząt.

Udostępnij na:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
newsletter