Sprawdź także
Tropienie sportowe – kiedy i jak wprowadzić Jackpot
10/11/2020
Agnieszka Filar

Zupełnie luźna smycz

Czyli nauka poruszania się swobodnie w określonym dystansie, bo przecież podczas codziennych spacerów nie trzeba wymagać od psa chodzenia na baczność, tak jak na zawodach. Ale trzeba nauczyć zwierzątko w jakiej odległości od nas warto zwracać uwagę na każdy nasz ruch, gest i słowo.

Zupełnie luźna smycz

Naprawdę zdumiewające, jak szybko pies zrozumie, że na dwumetrowej smyczy dopuszczalna odległość od przewodnika to niecałe dwa metry, a na 15-metrowej lince można swobodnie badać teren w dystansie 14 metrów także.

Nie pomoże w tym tzw. metoda „drzewka”, czyli blokowanie psa wtedy, gdy już ciągnie na smyczy. Odwrotnie – naszym zadaniem jest nie dopuścić do napięcia smyczy – niezależnie od tego, co dzieje się dookoła. Musimy cały czas koncentrować uwagę na zwierzaku tak, aby to on koncentrował się na nas.

Najłatwiej zaczynać ze szczeniakiem.

Oczywiście każde nowe ćwiczenie wymaga najpierw przyjęcia pozycji siad. A potem, z łatwym do zapamiętania hasłem (dla nas łatwym, psu to obojętne; może być „idziemy” ) ruszamy na spacerek. Podbiegnięciem, przykucnięciem, pokazaniem zabawki skłaniamy malca do powrotu wtedy, gdy zbliża się do granicy wyznaczonej przez jeszcze luźną smycz. Nagrodą będzie – oprócz pochwały – możliwość pościgu za człowiekiem lub razem z człowiekiem za piłką, chwila czułości, no i raczej rzadko wyciągany z kieszeni smakołyk. Można pozwolić szczeniakowi obwąchać psi słup ogłoszeniowy czy wyjątkowo pasjonujące kretowisko, byle ponownie skłonić do podążania za nami w dystansie dyktowanym długością luźnej smyczy.

Z dorosłym psem już trochę trudniej – pierwsze lekcje lepiej przeprowadzić na boisku, gdzie nie ma tylu interesujących zjawisk. Ale pracujemy tam z pomocnikiem, przeszkadzającym ile się tylko da – wołaniem psa po imieniu, mijaniem nas w biegu, dzikimi okrzykami także. Jednak zanim zaintrygowany pies naciągnie smycz, pomocnik staje nieruchomo, a my klaskaniem, cmoknięciem, poleceniem powrotu skłaniamy psa, by zauważył smakołyk wyciągany z kieszeni i wybrał bieg za nami. To naprawdę działa – potem nawet na łące czy w lesie, biegając na długiej lince, pies jednym okiem i uchem będzie sam sprawdzać, czy aby nie przekroczył tej niewidzialnej granicy swobody.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

Zapisz się do newslettera